Wykute nadproże i wizyta na pogotowiu
Nadproże udało się wykuć, trzeba bylo jedynie w sobotę podkuć jeszcze centymetr i uciąć wystający pręt zbrojeniowy.
I ten właśnie pręt okazał się sprawcą wbitego w oko opiłka żelaza. Skończyło się na nocnej wizycie na pogotowiu i na skrobaniu resztek rdzy z rogówki. Podobno bardzo nieprzyjemne uczucie, no ale na szczęście obęjdzie się bez większych uszczerbków na zdrowiu, jedynie co, to przez 3 dni nic nie zrobimy w domku. Pocieszam się jednak patrząc na to co dzieję się za oknem, deszcz, deszcz i jeszcze raz deszcz, więc podbitki (tak tak tak, my wciąż walczymy z tą nieszczęsną podbitką) i tak byśmy nie mogli montować.
Kolejną dobrą informacją jest to, iż w środę ruszamy z tynkami gipsowymi, dziś Szym z moim tatą jadą po drzwi do garażu, więc nie jest tak źle, coś się dzieje. W sobotę Pan stolarz wziął wymiary na rustykalne futryny imitujące belki - jestem strasznie ciekawa jak to wyjdzie.
Pozdarwiam Was wszystkich ciepło w ten jakże niesprzyjający pracom budowlanym dzień.
Komentarze